Po co w ogóle politykom te wszystkie hulajnogi, śmieciarki, wafle i ogórki? Bo w kampanii liczy się obrazek, skojarzenie, gadżet – pisze Michał Raszka, ekspert od marketingu, medioznawca, wykładowca Uniwersytetu WSB Merito. I nie, nie chodzi o czapeczki i breloczki. Najważniejsze jest jednak zaskoczenie, wprowadzenie czegoś, co nie pasuje do znanej układanki.